„SKÓRA” Piotr Kościelny – kryminał, który przeszywa na wskroś i nie pozwala o sobie zapomnieć
„Jeden sprawca jednej zbrodni jest łatwy do złapania. Wszyscy boją się seryjnych, bo to oznacza, że morderstw będzie więcej (…). Czy dziesięciu sprawców dziesięciu zabójstw jest trudniej złapać niż jednego sprawcę dziecięciu zabójstw? (…) Jeden sprawca wielu zbrodni ma jakiś cel, jakiś motyw… Przy jednorazowym zabójcy, zbrodnia może pozostać niewykryta (…), bo nie wypłynie przy innej sprawie. A seryjny będzie zabijał dotąd, dopóki się go nie złapie”.
I tu tkwi zasadniczy problem, bo gdyby było ich kilku, to jakoś by poszło, ale jest jeden. Jeden maniak, którego trzeba złapać, by przerwać łańcuch niewinnych ofiar, które sobie wybiera za cel i które uśmierca w nieludzki wręcz sposób. Jednak, po dogłębnej analizie i burzy policyjnych mózgów, da się zauważyć jedną wspólną cechę, która sprawia złudne wrażenie.. jakiś majak na horyzoncie pościgu… Że stworzenie dokładnego profilu ofiar to tylko (lub AŻ) kwestia czasu, a potem rys profilu mordercy i sprawa okaże się być przesądzona. Przecież ON jest jeden, a śledczych kilku, rachunek jest prosty – ale…
Ale rzeczywistość nijak ma się do planów i założeń. Tu TYLKO i AŻ każda chwila ma znaczenie. Tu mijany czas działa na niekorzyść, a każda kolejna ofiara potwierdza nieudolność policji. On – on sędzia, pan morderca, gra na nosach tych, co go szukają.
Ludzie tracą życia. Umierają w momencie, gdy życie staje się dla nich tak cenne, jak nigdy wcześniej. Umierają wtedy, gdy wreszcie chcą żyć. Umierają ze świadomością, że na wszystko jest już za późno. A zwyrodnialec? Ten śmieje się patrząc im prosto w oczy. Karmi się ich strachem i paniką, kpi z nich, by sobie pogratulować sukcesu.
Voila – mówi – oto ja. Król Królów i Pan Panów.
Precyzja – to słowo wypala w tobie czytelniczy stygmat. Z nosem w kryminale Piotra Kościelnego próbujesz być o krok szybszy od pościgu policyjnego, próbujesz przewidzieć następny krok mordercy, łapiesz każdy szczegół próbując być lepszym od bohaterów. Lecz cóż tu mówić – precyzja pióra oraz genialnie prowadzona fabuła potwierdzają twoją marność.
Czytasz „Skórę” i czujesz, że jej strony przejmują nad tobą kontrolę. Gubisz poczucie rzeczywistości, a strach promieniujący z powieści miesza ci w umyśle. Podskórnie boisz się powieściowego bohatera, który nieuchronnie przywodzi ci na myśl filmowego Anthony`ego Hopkinsa z roli Hannibala Lectera.
To profesjonalny maniak, myślisz. Chory z urojenia perfekcjonista.
To fanatyk, który jak Jezus – jednemu daje życie, by innemu je odebrać. To zafiksowany na tle pychy człowiek, który nie liczy się z tym, że kiedyś i jego życie zostanie rozliczone i sprawiedliwość ujrzy światło dzienne, bo jako czytelnik „Skóry” życzysz mu, by trafił „swój na swego”.
Kryminał Piotra Kościelnego nie daje wytchnienia. Fabuła, jak taran, prze do przodu i mówiąc szczerze – trup ściele się, a krew przelewa. Jest chaos myśli, strach i obawa. Jest paraliżujące, czytelnicze zatrwożenie. Czytasz i czujesz dyskomfort, bo „Skóra” to tak genialna powieść, że na bezdechu czytasz do samego końca. Twoja „zabawa” bycia szybkim gliną traci na znaczeniu. Tu zdajesz się na autora, a ten śmiejąc ci się w twarz, wciska ci do rąk literacką mapę „Skóry”. Masz, idź… – szepcze ci do ucha – idź i szukaj, ale czy coś znajdziesz?… Czy gdzieś dojdziesz?…
Takie książki porywają i mielą czytelniczo tylko po to, by na końcu wypluć cię z czeluści strachu i patrzeć na twoje wielkie z emocji oczy – mistrzostwo kryminału z najwyższej półki.
Agnieszka Kusiak, Agnesto, ocena 6/6
Dodaj komentarz